Ja, która nie poznałam mężczyzn
Książka "Ja, która nie poznałam mężczyzn" belgijskiej pisarki Jacqueline Harpman to przepiękna, wzruszająca powieść o samotności jednostki oraz o solidarności kobiet w obliczu uwięzienia i kryzysu. To hipnotyzująca, egzystencjalna dystopia, która pod płaszczyzną postapokalipsy przemyca głębokie rozważania o tym, co czyni nas ludźmi. Jestem tą książką zachwycona. Choć pozostawia po sobie głęboki niepokój i mnóstwo pytań bez odpowiedzi, to jedna z tych książek, które na długo pozostają w pamięci. Autorka pisze w sposób oszczędny, niemal kliniczny. Siła tej powieści tkwi w ciszy, w opisach monotonii i w narastającym poczuciu izolacji. Czyta się tę powieść jednym tchem.
"Jestem bezpłodną latoroślą rasy, o której nic nie wiem, nawet tego, czy bezpowrotnie wyginęła. Być może gdzieś pod gwiazdami ludzkość wspaniałe się rozwija i nie wie, że życie jednej z jej córek w ciszy dobiega kresu. Nic na to nie można poradzić."
Punkt wyjścia tej historii jest wstrząsający: grupa kobiet jest więziona w podziemnej celi. Nie wiedzą, dlaczego tam są, jak długo to trwa ani co stało się ze światem zewnętrznym. Są pilnowane przez milczących strażników, których jedynym zadaniem jest egzekwowanie dyscypliny. Wśród nich jest bezimienna dziewczyna, najmłodsza ze wszystkich, która jako jedyna nie pamięta życia przed zamknięciem. Trafiła tam jako dziecko. Trauma spowodowała, że jest skupiona na swoim wewnętrznym cierpieniu. Nie zna dotyku mężczyzny, pojęcia rodziny, miłości ani struktury społecznej.
"W świecie, którego zasad nie znamy, nie da się niczego przewidzieć."
Pewnego dnia w bunkrze rozlega się alarm, strażnicy znikają, a przypadek sprawia, że więźniarki wychodzą na powierzchnię. Zastają tam świat pusty i jałowy. Żadna z kobiet nie wie, co się wydarzyło, ani dlaczego zostały uwięzione. Nikt nie wie, czy to był eksperyment, wojna atomowa czy inwazja. Nie wiadomo nawet, czy to wciąż ta sama planeta. Krajobraz jest jednolity, nie ma pór roku, nie ma zwierząt, ani żadnych istot żyjących. Czy w tej nowej rzeczywistości kobiety zdołają nauczyć się żyć w świecie, który jest pozbawiony sensu? czy uda im się przetrwać?
"Byłam istotą ludzką, a przynajmniej tak mi powiedziano, ale nie wiedziałam, co to znaczy".
W tej powieści autorka stawia radykalne pytanie: kim jest kobieta odarta z kontekstu mężczyzny, macierzyństwa, rodziny czy narzuconych ról społecznych? W świecie Jacqueline Harpman kobiecość zostaje zredukowana do biologii i solidarności w cierpieniu. Fabuła książki skupia się na przeżyciach wewnętrznych bohaterek. Narratorka, nie mając wspomnień o „normalnym” świecie, obserwuje starsze towarzyszki z niemal antropologiczną ciekawością. Widzi ich ból związany ze stratą, którego sama nie potrafi poczuć, bo nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie znało.
"Umrę naprawdę dopiero wtedy, kiedy się okaże, że nikt się nigdy nie zjawił, kiedy upłyną stulecia, a potem tysiąclecia, i ta planeta, o której już nie myślę, że jest Ziemią, ostatecznie przestanie istnieć. Dopóki na tym stole pozostaną kartki pokryte moim pismem, dopóty w czyimś umyśle będę się mogła stać rzeczywistością. Potem wszystko się zatrze, słońca zgasną i zniknę jak wszechświat."

Komentarze
Prześlij komentarz