W dobrych rękach

"Isabel nigdy wcześniej nie doświadczyła takiej samotności - całkowicie pozbawionej obietnicy kresu. Została sama jak palec - nie było nikogo, kto bez zapowiedzi pojawiłby się w drzwiach, nikogo, kto otworzyłby i zamknął szufladę w drugim pokoju. Wokół domu - łąki i bezkres szczerych pół. Isabel siedziała przy oknie z filiżanką herbaty i poczuła, że to wszystko ją przerasta."

Jest rok 1961. Isabel mieszka samotnie w starym rodzinnym domu na holenderskiej prowincji. Jej codzienność wypełnia rutyna: dbanie o ogród, pilnowanie porządków, drobne sprawunki i długie wieczory spędzane w pojedynkę przy kuchennym stole. Od czasu do czasu Isabel spotyka się z braćmi Hendrikiem i Louisem, niekiedy wpada na herbatkę do sąsiadów Van den Bergów, niedzielne poranki spędza w kościele, raz w miesiącu odwiedza starą przyjaciółkę matki - Rian. Tak jej życie płynie spokojnym rytmem od wielu, wielu lat. Jej poukładany świat rozpada się, gdy jej starszy brat Louis przedstawia rodzeństwu swoją nową dziewczynę - Evę.
 
"Isabel spojrzała na nią i dostrzegła w jej wyrazie twarzy jakiś błysk, jakieś pęknięcie, które zniknęło jednak tak szybko, że Isabel niemal od razu zaczęła się zastanawiać, czy go sobie aby nie wyobraziła. Czy to coś w ogóle się pojawiło."
 
Eva jest przeciwieństwem Isabel: głośna, radosna, emanująca witalnością i zmysłowością. Między kobietami narasta elektryzujące napięcie. Zmuszone do wspólnego zamieszkania przez kilka tygodni będą toczyły ze sobą walkę, która przyniesie zaskakujący finał. Relacja między Isabel a Evą jest opisana w sposób surowy, a jednocześnie niesamowicie intensywny. Cały czas zadajemy sobie pytanie, jaką tajemnicę skrywa Eva?, co wydarzyło się w jej przeszłości? Debiutancka powieść holenderskiej pisarki Yael van der Wouden, "W dobrych rękach", to jedna z tych książek, które zaczynają się jako cichy dramat obyczajowy, by niepostrzeżenie zmienić się w gęsty thriller psychologiczny z historią wielkiego kalibru w tle. To wspaniale napisana powieść, która porusza niezwykle istotne tematy. 

"Tak czy owak, czym w ogóle jest radość? Ile jest warte szczęście, które pozostawia po sobie krater trzykrotnie większy od swojej siły uderzenia? Co wiedzą o radości co, którzy o niej mówią? (...) Cóż mogą wiedzieć o nieotwieraniu ust całymi dniami, o nieznaniu dotyku drugiego człowieka, o pragnieniu, o tym, że nigdy nie poczuło się na własnej skórze innej skóry. Cóż mogą wiedzieć o domu, z którego ciągle kogoś ubywało."
 
Dom w tej opowieści staje się głównym bohaterem. Miejsce, które daje schronienie i poczucie bezpieczeństwa. Puste pokoje, w których słychać szepty przeszłości. Porcelana, srebra, narzuty i zasłony. Każda jedna rzecz, która tworzy to miejsce, wszytko to przechowuje pamięć o dawnych wydarzeniach. Autorka pisze w sposób oszczędny, ale bardzo obrazowy. Doskonale oddaje atmosferę lat 60. – konserwatyzm, kurz osiadający na meblach i duszny klimat małego miasteczka, w którym każdy każdego obserwuje. "W dobrych rękach" to książka o tym, co trzymamy w dłoniach, i o tym, co tak naprawdę do nas należy. To jeden z najmocniejszych debiutów ostatnich lat, zasłużenie nominowany do Nagrody Bookera 2024 i uhonorowany Nagrodą Women’s Prize for Fiction 2025. Gorąco polecam!

Komentarze